Niedziela, 19 listopada 2017 r.
    
        O nas/Artykuły/Imię Twe Jezu...  

Imię Twe Jezu, niechaj w sercu moim…

W imię Jezus rozpoczynam nowy rok życia…

Tak po latach napisała Sługa Boża Maria Witkowska w swoich notatkach. Urodziła się 19 stycznia 1866 roku, kiedy według dawnego kalendarza obchodzono święto Najświętszego Imienia Jezus. Odtąd jej życie zostało naznaczone Imieniem Syna Bożego. Jezus coraz bardziej fascynował Marylę i pociągał ją do siebie swoją łaską. Im bardziej starała się żyć dla Boga, tym Jezus zdawał się być bliższy sercu, ale też wzrastało w niej pragnienie, by żyć jak On. Urzekła ją zadziwiająca pokora i prostota Jego życia spędzanego przez trzydzieści lat w Nazaretańskim domu, przy boku Najświętszej Matki i św. Józefa. Żyć jak Jezus w Nazarecie – ta prawda coraz mocniej wyciskała znamię na sercu i umyśle młodej Maryli.

Oby Jezus był moim wszystkim

Każde spotkanie z Bogiem na modlitwie rozpalało w niej to pragnienie, a jednocześnie jawiły się różne trudności i wątpliwości, w jaki sposób można realizować, to do czego wzywa ją Pan. Zanim zapisze słowa: Nie ma nic milszego pod słońcem, jak należeć do Pana Jezusa, toczyła się w niej wielka walka. Życie wymagało od niej wielkich decyzji. Modliła się zapatrzona sercem w Tego, który pozostał z nami w Eucharystycznej postaci, utajony w Kruszynie Chleba, ciągle obecny, ciągle czekający na tych, którzy do Niego przychodzą, zawsze gotowy, by się spotkać i wypełnić serce sobą, swoją Miłością. Wielokrotnie zadziwiała się Jego miłością zamkniętą w małym Tabernakulum. Kochała Więźnia Miłości, który czeka na człowieka. Pragnęła kochać Boga i dać innym Go ukochać. Napełniała się Bożą miłością, Bożą obecnością trwając przed Najświętszym Sakramentem, bo ciągle chciała być z Panem Jezusem i szukać Jego woli.

Naznaczone Boskim Imieniem

W dniu 10 grudnia 1887 roku zamieszkała razem z pierwszymi siostrami i oddając się Jezusowi i Jego Matce rozpoczęła życie i posłannictwo nowego Zgromadzenia. Kiedy próbowano sprecyzować nazwę Zgromadzenia były rożne propozycje, ostatecznie zdecydował ks. Biskup Ruszkiewicz mówiąc: Będzie się nazywały Siostry Imienia Jezus. Z Jezusem i dla Jezusa mają siostry iść w życie. To Boskie Imię ma nadać nową tożsamość tworzącej się wspólnocie, wytyczyć drogę, ukazać jego misję, charyzmat i zadanie. Imię Jezus - a więc Zbawiciel. To zobowiązujące imię, być blisko Jezusa - możliwie jak najbliżej, dać się ogarnąć i przemienić, by nieść zbawienie. Jezus przyszedł na świat i pozostał z nami, by zbawienie mogło stać się udziałem każdego człowieka. Imię Jezus najpotężniejsze, najświętsze, jedyne w którym dostępujemy zbawienia, jedyne na które zegnie się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych. Jak pisze m. Gałecka, Matka Maryla stale pragnęła Imieniem Jezus ozdobić Zgromadzenie, które założyła.

Nie nam Panie, lecz Twemu Imieniu

Maryla w codzienności, wśród radości i trudów coraz bardziej odczuwała, że naprawdę nic pocieszyć mnie nie może, tylko Bóg sam. Jedyne czego pragnęła, to służba Bogu, to oddanie Mu siebie na przepadłe, do końca. Uczyła się rezygnowania ze wszystkiego. Dla miłości Boga i mocą jego łaski przezwyciężała swoje lęki i niepokoje, rezygnowała ze wszystkiego. Bóg napełniał ją coraz bardziej sobą i posyłał do ludzi, by nieść zbawienie dalej na różne sposoby – poprzez głoszenie słowa, styl życia, dobroć, zwyczajność. Matka Maryla widząc potrzeby młodych kobiet i dziewcząt, zwłaszcza spośród rękodzielniczek, w drugiej połowie XIX wieku, postanowiła im pomóc przygotowując je do pracy i ucząc chrześcijańskiego życia. By sprostać zadaniom Siostry organizowały pracownie, kursy, a potem szkoły. Powstawały ochronki, bursy, a potem przedszkola, domy dziecka. Dla najbardziej potrzebujących rękodzielniczek utworzyła Schronienie Ubogich Szwaczek, by zapewnić pomoc tym, które same sobie nie radziły.

Nieść Imię Jezus

Maryla i jej siostry nieznane światu, bez żadnych zewnętrznych oznak swego zakonnego powołania, dopełniały misję Zbawiciela poprzez modlitwę, pracę, cierpienie, pokutę. Cierpienie zewnętrzne, kiedy doświadcza się braków nawet najpotrzebniejszych rzeczy, kiedy brakuje sił i środków, ale też wewnętrzne zmaganie o wierność Bogu, o bliskość, w poczuciu samotności i opuszczenia. Najbardziej jednak człowiek jednoczy się z Bogiem przez ofiarę, kiedy przyjmuje i ofiaruje Bogu całą swoją słabość i całą codzienność, to wszystko, co staje się staje naszym udziałem, to wszystko, co dzisiaj daje nam Bóg, poprzez ludzi, okoliczności, zdarzenia. Nieść Imię Jezus to przyjąć i ofiarować siebie w różnych intencjach, pozostając do dyspozycji Bogu. To także wynagradzać i zadośćuczynić za grzechy własne i innych, za bluźnierstwa i odstępstwa, za nadużywanie Bożego Imienia, za brak miłości i odrzucanie Bożych przykazań. Maryla z siostrami szła tą drogą, pragnąc iść za Jezusem na życie i śmierć.

Miłość do Boga utajonego w Eucharystii i wdzięczność za Jego pozostanie wśród nas łączy się nierozerwalnie z tymi, którzy sprowadzają Pana na ołtarze świata i rozdają wszystkim spragnionym Chleb Aniołów. Jakby echem słów św. Franciszka z Asyżu, z wielkim szacunkiem odnosiła się do kapłaństwa, gorąco pragnąc, by każdy człowiek mógł poznać i pokochać Jezusa oraz odnaleźć w Nim swego Pana i Zbawiciela. Swojemu bratu Jakubowi pisała: czy może być coś piękniejszego jak piastować w swoich rękach Jezusa?

Być jak Jezus

Wzrastając w miłości ku Bogu, coraz bardziej pragnęła stać się całopalną ofiarą, należeć do Boga całkowicie i bez podziału. Pisała: niechże reszta życia mego będzie nieustanną miłości ofiarą. Trudności, wyczerpanie, choroba, która przybierała na sile i uniemożliwiała realizację marzeń i planów, śmierć bliskich osób stawało się coraz bardziej codziennością Maryli. Patrząc na sytuację Kościoła, na prześladowanie duchowieństwa, przejęta misją Zbawiciela, złożyła swoje życie za wolność i rozwój Kościoła na całym świecie. Miała wtedy dwadzieścia siedem lat. Każdego dnia coraz bardziej przybliżała się do złożenia siebie w jednej ofierze z Jezusem w tajemnicy Golgoty. Towarzyszyła Jezusowi opuszczonemu i samotnemu w Ogrójcu i podążała na Kalwarię cicho i z poddaniem się Bogu. W niespełna dwa lata później, Bóg jej ofiarę przyjął. Odeszła, od dawna gotowa na to spotkanie Pana. Spełniły się tym samym słowa zawarte w hymnie: Szeptem ostatnim, w ostatniej godzinie, co ze zbolałych moich warg popłynie, niech będzie w ufnej łzie, o Jezu, Imię Twe. I poszła w nieba blask w promieniach Jego łask.

s. Bonifacja


youtube

Copyright©ZSIJ    Ostatnia aktualizacja 2 X 2017 r.