Niedziela, 19 listopada 2017 r.
    
        O nas/O Imieniu Jezus/Bł. o. Honorat Koźmiński  

Z powieści nad powieściami

o. Honorata Koźmińskiego (ss. 332-342)

bł. Honorat Koźmiński

Imię Oblubieńca     

Imię Jezus określa najdoskonalej naszego Oblubieńca, zawiera w sobie wszystko, co by można było o Nim powiedzieć, wspomina się je ze czcią i miłością w Piśmie Świętem i zawsze jest z rozkoszą wymawiane przez dusze, Oblubienice Pańskie, którym Bóg zrozumieć je pozwala.

Ale by zgłębić wszystko, co się w nim mieści, należy najpierw pojąć obszerną treść słowa: „Zbawienie", przez to bowiem słowo rozumie się nie tylko wyrwanie z niewoli szatańskiej, wybawienie z mąk piekielnych i przywrócenie prawa do Królestwa Niebieskiego, ale wszystko, co tylko ma związek z naszą doczesną i wiekuistą szczęśliwością. Wszystko to bowiem jest wybawieniem, odkupieniem i zbawieniem, i wszystko jesteśmy winni Zbawicielowi naszemu, Jezusowi. Imię to nowe jest, jako wołał prorok do Chrystusa: „Nazwą Cię imieniem nowym, które usta Pańskie oznaczą" (Iz 62, 2). Jeśli dotychczas ktoś zwany był takim imieniem, to tylko figurycznie, przenośnie, nikt zaś nie mógł się mianować Jezusem, Zbawicielem w tym całkowitym i pełnym znaczeniu, aby miał zbawić doskonale dusze i ciała ludzkie. „Nie, powiada św. Cyryl, nowe to imię własnością jest nowego prawa i odpowiada ziemskiemu narodzeniu Pana Jezusa: ono przystoi tylko Słowu Boga". Imię to jest Boskie, bo nazwane nie przez człowieka, nie przez Anioła nawet, lecz wymyślone odwiecznie w niebiosach przez Mądrość samej Trójcy świętej. Imię to zapowiadane jest na ziemi przez proroków i zwiastowane za pośrednictwem Anioła pierwej, niźli Boże Niemowlę poczęło się w dziewiczym łonie Matki. Jest to imię, głoszące i sprawiające niepojęte dzieło zbawienia, którego ani człowiek, ani żaden duch niebieski nie byłby w stanie dopełnić. Jest to na koniec imię najwyższej miłości, imię, jak wszystko co Boże, nie objęte, niewymowne, niewyczerpane, bo streszczające w sobie wszystkie sprawy Boga, wszystkie doskonałości Słowa Wcielonego, wszystkie skarby niebios, wszystkie nadzieje, chwały i radości ziemi.

Imię Jezusa jest ponad wszystkie imiona    

U Izraelitów były dwa najznakomitsze Boskie imiona. Jedno – Adonai – imię najwyższego panowania, mocy i strasznej potęgi. Nie przywracało ono wzroku ślepym, ale raczej cały Egipt gęstą okryło ciemnością; nie oczyszczało trędowatych, a przeciwnie trądem okryło mieszkańców tej ziemi; nie wracało syna jedynaka osieroconej wdowie, a raczej gromem nagłej śmierci poraziło wszystkich pierworodnych. Taka była moc imienia tego, że lodem bojaźni ścinało serca ludzkie. Żydzi tak się go lękali, że go wymawiać nie śmieli, stąd nawet dźwięk jego pierwotny zaginął. W tym imieniu zwyciężali nieprzyjaciół, ale wówczas tylko, gdy je wygłaszały usta kapłańskie. Na głos jego serce drżało niezmierną obawą, wobec potęgi najwyższego majestatu, przejmując się tym samem uczuciem, z jakiem upadł cały Izrael na widok gromów i błyskawic Synaj.

Lecz teraz z przyjściem Niebieskiej Miłości, nastąpić ma przymierze wyższe, przymierze nie bojaźni sług, lecz słodkiego zaufania synowskiego. Nowe przeto, a wyższe jeszcze imię Boskie powinno otworzyć tę nową erę miłosierdzia i miłości. „I nazwano imię Jego Jezus".

Drugie prześwietne imię Boże było Jehowa, w które to imię tyle cudów w starym testamencie się spełniło, ale i nad to również wyższe jest imię Jezus, bo mieści w sobie razem wszystkie cuda i dobrodziejstwa Wcielenia, wszystkie własności i doskonałości Boże i wszystkie łaski, jakie na duszę i ciało w tym życiu i w przyszłym i przez wszystkie wieki spływają. Czymże jest bowiem wybawienie z Egiptu, wobec odkupienia z wiecznej czarta niewoli; czymże ucisk i nędza ziemska, wobec hańby grzechu i więzów śmierci, z których oswabadza nas imię i dzieło Zbawiciela? Czym samo stworzenie świata, wobec jego odrodzenia? Tamto było tylko sprawą „palców Bożych", tu konieczna jest „moc ramienia Pańskiego". Tam dość było rozkazu, słowa, aktu woli – tu Bóg się wyniszcza, Krew Chrystusa się przelewa.

Imię to pełne jest największej, nieskończonej potęgi i mocy, bo „dało wzrok ślepym, słuch głuchym, mowę niemym, życie umarłym", bo odradza ziemię, otwiera niebo, wyrzuca szatany, zamyka piekło, słowem jest niejako streszczeniem odwiecznej Miłości.

Imię Jezus zawiera w sobie wszystkie nazwy Mesjasza    

Jest to imię doskonałe i pełne, bo jak rzeki wszystkie spływają do morza, tak wszystkie imiona Pańskie Starego i Nowego Zakonu, wszystko co powiedziano o Mesjaszu, w tym jednym słowie: „Jezus", to jest Zbawiciel, zlewa się i mieści. Tak np. zowie się on Emanuelem, czyli „Bogiem z nami", ale cóż to oznacza, mówi św. Tomasz, jeśli nie istotę zbawienia, czyli związek natury Bożej z ludzką w osobie Jezusa. Zowie się Przedziwnym, Radnym, Mocnym, Książęciem pokoju, a takim właśnie okazuje się nasz Zbawiciel. Zowie się: Mężem doskonałym, "Wschodem z wysokości, a czyż nie jest takim, gdy nas zbawia i oświeca światłością swoją? Mówiąc o Nim: Jezus, Zbawiciel, czyż nie uznajemy Go jednocześnie Ojcem, Królem, Oblubieńcem, Lwem i Barankiem, Ofiarą i Kapłanem, Pasterzem dobrym, Lekarzem, Bramą niebios, Początkiem i Końcem, Światłością, Drogą, Prawdą, Życiem i Zmartwychwstaniem naszym? Czyż nie ożywia nas w dziele zbawienia, nie wskrzesza, nie uczy, nie wiedzie, nie oświeca, nie wprowadza do wiecznej chwały? Czyż nie zwycięża On i nie cierpi, nie poświęca się i nie ofiaruje, nie leczy, nie karmi ciałem, nie upaja winem krwi swojej, nie staje się dla nas wszystkim?

Wielkie to są imiona, powiedzmy z Bernardem świętym, lecz ponad to wszystko wyższe jest imię Jezus, na które wszelkie zgina się kolano. Wszystkie inne w nim są zawarte, a wre wszystkich to jedno imię znajdujemy, jakoby cudownie rozlane i wyrażone .

O słodyczy Imienia Jezus     

Imię to jest zarazem pełne słodyczy i wdzięku. „Co słodszego nad miód, a co mocniejszego nad lwa?" 3) określono tak niegdyś zagadkę Samsona. Najświętsze Imię Jezus rozstrzygnęło tę biblijną zagadkę, „albowiem z mocnego wyszła słodkość", a imię Boga najwyższej potęgi stało się źródłem niewyczerpanej dobroci, łaskawości i miłosierdzia. Lew z pokolenia Judy, Pogromca szatanów i śmierci jednocześnie Barankiem jest Bożym otwierającym nam słodycze błogosławieństwa i zbawienia. Imię Jego nie tylko samo jest największym z dobrodziejstw, udzielonych człowieczeństwu, ale przyczyną, powodem, zarzewiem wszystkiego, co prawdziwie dobre i piękne na ziemi. Ono jest źródłem pokoju, koroną chwały, rękojmią szczęścia; ono najlepszą pociechą strapionych, przytułkiem uciśnionych, uweseleniem płaczących, życiem wśród śmierci, światłem w łonie ciemności; ono jest podstawą cnoty, fundamentem sprawiedliwości, odblaskiem ukochania Bożego, węzłem miłości braterskiej, wzorem i ideałem szczęścia. Ono jest grozą i hamulcem występnych, siłą i podporą dobrych, podnietą skruchy, zadatkiem niewinności, nadzieją wszystkich. Jest to Imię najdroższe, tylą łez wiernych zroszone, tyle razy krwią męczeńską zbroczone, jako pierwsze i ostatnie, jako początek życia i jego chwalebne dokonanie. Imię Jezus wreszcie to najbezpieczniejsza przystań dla pokutników, lekarstwo dla chorych, dźwignia walczących, natchnienie modlących się, zwycięstwo kuszonych, nadzieja i skarbnica pracujących na zbawienie.

Dlaczego do oleju przyrównane?     

Nie na próżno, woła św. Bernard, Duch Boży imię Niebieskiego Oblubieńca do olejku przyrównywa, gdy każe mówić Oblubienicy: Olej wylany imię twoje. Olej bowiem świeci, karmi, namaszcza; podsyca ogień, żywi ciało, ból uśmierza; jest światłością, pokarmem, lekarstwem. To samo sprawia Najsłodsze Imię Jezus: świeci opowiadane, żywi rozważane, namaszcza i goi przyzywane. W świetle imienia tego Bóg powołał nas do przedziwnej znajomości swojej, że, jak twierdzi Apostoł: byliście niekiedy ciemnością, lecz teraz światłością, w Panu. A nie jest-że ono i pokarmem naszym? Czyż nie krzepimy się, ile razy wspominamy na nie? Cóż bardziej podnosi umysł, co skuteczniej działa na rozprzężone zmysły, krzewi dobre obyczaje, budzi czyste uczucia? Suchym jest dla duszy wszelki pokarm, jeśli się tym olejem nie namaści, czczym – jeśli się nie zaprawi tą solą. Gdy czytam–nic mi nie smakuje, skoro tam nie spotkam Jezusa. Gdy słucham nauki – nic nie porusza mnie, skoro tam nie brzmi Jego imię. Jezus miodem jest dla ust, melodią dla uszu, rozkoszą dla serca. A jest też i lekarstwem skutecznym. Smuci się kto pośród was? niech tylko Jezus zawita do serca jego, wypłynie na usta – a wnet za światłością tego imienia pierzchnie mrok wszelki i pokój powróci. Upadnie kto w występki, zabrnie w rozpacz śmiertelną? Niech tylko wezwie imienia Pańskiego, a wnet odetchnie życiem i zbawiony będzie.

Takim jest Najświętsze, Najsłodsze Imię, nadane Dziecinie Betlejemskiej w chwili Obrzezania. Syn Boży wyniszcza się, upokarza bez miary, poddając się krwawemu obrzędowi zakonnemu, przyjmując piętno grzechu, a postać grzesznika; Ojciec zaś Niebieski wywyższa Go, darowując Mu Imię ponad wszelkie imię – Jezusa, Zbawiciela świata. A chwała i blask imienia tego, opromieniając Syna, rzuca też wielkie i niewymowne światło na Jego Matkę, Marię, której odtąd przysługuje tytuł Matki Zbawiciela i Matki wszystkich zbawionych.

Miłośnik dusz naszych był zawsze Jezusem     

Rozważając Najsłodsze Imię Jezus, przekonywamy się, że Syn Boży był naszym Zbawicielem jeszcze przed dziełem stworzenia i że z każdym niemal dniem coraz więcej na to imię zasługiwał. I tak: gdy Bóg wyprowadził z nicości Adama i Ewę, uczynił to dla przewidzianych zasług Jezusa, przez którego „wszystko się stało, a bez Niego nic się nie stało". A więc był On już wtedy Zbawicielem, bo nas wybawił z nicestwa i do bytu powołał.

Tym bardziej, gdy Bóg podniósł pierwszych ludzi do stanu nadprzyrodzonego i przeznaczył ich do wiecznej chwały w niebie, było to już skutkiem czystej łaski, wyższej nad poprzednią, a udzielonej wyłącznie ze względu na Jezusa. On sam bowiem tylko, jako prawdziwy i jednorodzony Syn Boży, mógł nas dopuścić do współdziedzictwa z sobą; istotnie więc został wtedy naszym Zbawicielem, bo nas wybawił z mizernego stanu natury, a darował nam niebo.

Cóż dopiero mówić o opłakanym stanie człowieka po upadku, przez który został on pozbawiony wszelkiego prawa do łaski Bożej i do wiecznego zbawienia! Któż go mógł wtedy poratować, jeżeli nie ten jedyny Zbawiciel, dla którego zasług cofnięty został straszny wyrok śmierci, mający być karą za grzech pierwszych rodziców! Potem, gdy złość ludzka coraz bardziej się szerzyła, a sprawiedliwy Stwórca miał ją ukarać potopem, dla Jezusa to właśnie, by zamierzone przezeń dzieło Wcielenia mogło się wykonać, znowu ród ludzki wybawiony został od zagłady, a On raz jeszcze stał się Jego Zbawicielem.

Gdy wreszcie przyszedł na ziemię, pracował nad zbawieniem świata bezustannie od pierwszej chwili życia, aż do śmierci krzyżowej. Czy więc leży w żłobeczku, czy się uśmiecha, czy ziębnie na sianku, czy do Matki się tuli, wszystko to czyni dlatego, aby nas zbawić. W chwili obrzezania wylewa w tym samym celu pierwsze krople krwi swojej, jakże więc słusznie w tym samym dniu otrzymuje imię Zbawiciela – Jezusa!

Zbieg tych dwóch, tajemnic: radosnej i krwawej, przypomina nam wielką cenę i wartość Najsłodszego Imienia, które Boski nasz Miłośnik wysłużył sobie głównie przelaną krwią swoją.

I zawsze będzie Jezusem     

Jak w tajemnicach, któreśmy dotąd rozważali, tak podobnie i w tych, które dalej rozbierać będziemy, Miłośnik nasz okazuje się zawsze Jezusem, czyli Zbawicielem.

W ofiarowaniu swoim nowego nabył prawa do swego imienia i związanego z nim tytułu. To samo powiedzieć można zarówno o wygnaniu w Egipcie, jak i o życiu ukrytym, a tym bardziej o Jego apostolstwie, które już w szczególniejszy sposób było wykonywaniem urzędu Zbawiciela. Czy się modlił, czy pracował, czy nauczał, nawracał lub uzdrawiał, czy inne cuda czynił, zawsze był Zbawicielem, bo zawsze modlił się o zbawienie nasze, bo wskazywał do niego drogę słowem i czynem, bo uzdrawiał z chorób duszy i ciała. W każdej przeto chwili był naszym Jezusem.

Ale najbardziej zasłużył sobie na to imię w czasie Męki krzyżowej, gdy dla zbawienia ludu cierpiał wszelkie rodzaje boleści i krew swoją do ostatniej kropli za nas wylał. To też i św. Paweł naucza, że wtedy właśnie, za to Jego poświęcenie i wyniszczenie, Bóg wywyższa Go i uwielbia, dając mu imię Jezus-Zbawiciel, abyśmy, wymawiając je, zawsze pamiętali, że ono krwią Chrystusową okupionym zostało. A przez Zbawienie nie tylko rozumie się, że Męką swoją zwyciężył królestwo szatana i wyrwał nas z jego niewoli, lecz to szczególniej, że zaprowadził nowy stosunek człowieka z Bogiem, czyniąc nas dziećmi Bożymi i dziedzicami nieba.

W tajemnicach chwalebnych: zmartwychwstania i wniebowstąpienia, również nas zbawiać nie przestaje, dlatego bowiem śmierć zwyciężył, aby nas od niej wybawić; dlatego też otworzył niebo, aby nam wskazać drogę do wiecznego zbawienia.

I po odejściu swoim z ziemi w postaci widomej ciągle jest Jezusem, został bowiem ukryty w Najświętszym Sakramencie, gdzie co dzień na nowo sprawę zbawienia powtarza. Jest nim wreszcie i w każdym obrządku kościelnym, bo wszystkie one przez Jego zasługi, a za nasze zbawienie się ofiarują; i w każdym szafowaniu łask swoich, czy to przez Sakramenty, czy przez odpusty, bo wszędzie i ciągle zbawia nas ten najdroższy Jezus – Zbawiciel.

Jezus jest Zbawicielem każdej duszy z osobna     

Co się dotąd mówiło o całym rodzie ludzkim, to samo każdy oddzielny człowiek do siebie stosować może. Jezus bowiem ustawicznie stwierdza swój tytuł względem każdej duszy, ciągle ją zbawiając.

Przez Jego zasługi wyprowadzeni jesteśmy z nicestwa, wybawieni od bałwochwalstwa i błędów. Dla Niego zostaliśmy zrodzeni w Kościele świętym, wybawieni przez chrzest z niewoli szatańskiej i za synów Bożych przybrani, odzyskując prawa dziedziców królestwa niebieskiego. Ile razy zwyciężamy pokusę wiodącą do upadku, tyle razy przez Niego zostajemy zbawieni. Jeśli po grzechu zaraz nie umieramy, jest to również Jego łaska i zasługa. Ile razy zachowani bywamy od innych kar, należnych nam za grzechy, tyle razy zaciągamy względem niego obowiązek wdzięczności. Ile razy Jezus obmywa nas z występków przez sakrament pokuty, tyle razy staje się na nowo naszym Zbawicielem, bo wraca nam zbawienie przez grzech utracone. Ile razy pożywamy Go w Komunii św., tylekroć daje nam w sobie samym zadatek wiecznego zbawienia. Każda nauka duchowna, której słuchamy, od Niego pochodzi; każde natchnienie wewnętrzne, pobudzające nas do postępu w cnocie, jest zachętą przez Niego zesłaną, aby nam ułatwić zdobycie nieba.

Słowem, Oblubieniec nasz w każdym dniu i w każdej chwili jest naszym Zbawicielem, jest naszym Jezusem, od poczęcia człowieka, aż do jego śmierci, a nawet i po śmierci, bo przez Jego tylko zasługi z czyśćca wybawieni być możemy. Nie przestanie być Nim i przez wieczność całą, bo Jemu tylko zawdzięczać będziemy dobrodziejstwa wiekuistego zbawienia. Imię przeto naszego Oblubieńca streszcza nam Go najdokładniej, będąc wyrazem najwyższej miłości, najłaskawszego miłosierdzia i ustawicznej dobroczynności.

Powinniśmy być zawsze Jezusowymi     

Pozostaje nam przeto usiłować, abyśmy się stawali coraz godniejszymi tego Boskiego Imienia, które jest zarazem i naszym. Potrzeba, abyśmy je zawsze w sercu nosili, abyśmy je z największą miłością, wdzięcznością i słodyczą wspominali, i w niczym nie smakowali, gdzieby się to Najsłodsze Imię nie znajdowało. Należy, abyśmy mu na każdym miejscu cześć oddawali i często je na naszą obronę wzywali, zasłaniając się nim przed sprawiedliwością Boga i przed wszelkimi nieprzyjaciółmi duszy naszej.

Potrzeba, aby w nas wszystko było Jezusowe, i zmysły nasze umartwione na wzór Jezusowych, i umysł nasz Jego zasadom poddany, i serce nasze pełne Jego miłości, i sprawy nasze podległe Jego prawom. Abyśmy nadto wszędzie i zawsze byli Jezusowymi, to jest tak postępowali, jako na chrześcijan przystoi. Czy to się modlimy, czy pracujemy, czy co cierpimy lub znosimy, zawsze tak to czyńmy, jak On by to uczynił i jako wy-pada na oblubieńców Jezusa: z miłością ku Niemu, z ochotą i wytrwałością, bez uprzykrzenia i szemrania, ale weseląc się w utrapieniach i za wszystko dziękując. Potrzeba jeszcze, abyśmy odpowiadali Jego zamiarom obfitszego dla nas zbawienia i abyśmy współdziałali z Nim w tej sprawie. Korzystajmy więc z każdej okazji, aby zbawienie to sobie zapewnić i coraz lepszy użytek czynić ze skarbów niebieskich, które w tym celu Jezus dla nas zostawił. Wreszcie, jak On został Jezusem wyłącznie dla ludzi, jak dla nas tylko żył i umarł, tak i my dla Niego tylko winniśmy żyć, dla Niego umierać, i coraz lepiej Go naśladować, abyśmy potem cieszyć się z Nim mogli w wieczności.



youtube

Copyright©ZSIJ    Ostatnia aktualizacja 2 X 2017 r.